to, że cię nie gonią, nie znaczy, że masz stać

jakoś nie czuję się tutaj już u siebie. nie wiem dlaczego, może temu, że tak rzadko tutaj bywam. słowa nie chcą mi się nigdzie układać, ani tutaj, ani w wiadomościach, smsach, czy wreszcie w tej ciążącej jak kula u nogi magisterce. miałam chwilowy flow, a teraz znów udaję, że coś robię.

z jednej strony jest dobrze, a z drugiej okropnie zapadam się w sobie i nie wiem, co mam robić.

radzę sobie w pracy, z życiem niby też. jadę na Kolory za parę dni i wcale tego nie czuję, ale mimo to już zrobiłam listę rzeczy, które muszę załatwić i zabrać. zauważyłam też jakiś czas temu w sobie pewną zmianę w zakresie mówienia o sobie w domu. pamiętam jak rok temu kilka dni czaiłam się jak kuna w rowie, żeby powiedzieć mamie, że jadę na wakacje do Pragi, do Ostravy na festiwal. bo bałam się jej reakcji, czekałam – i doczekałam się – na focha, że śmiem mieć swoje życie i swoje plany inne niż remonty na urlopie. tym razem było inaczej, po prostu przy jakichś porządkach mimochodem powiedziałam, że jadę, kiedy mnie nie będzie, kiedy wracam i jakoś specjalnie nie zwracałam uwagi na reakcje. moje życie, moje plany. nie robię nikomu krzywdy.

przez prawie rok przepracowałam z H. pewne rzeczy; uznałam, że mi tyle wystarczy, nie umiałam brać i dawać z siebie więcej. ona najwyraźniej była innego zdania, bo nie chciała mnie wypuścić i pozwolić odejść. ale odczuwam satysfakcję, bo zrobiłam po mojemu.

razem z K. postanowiliśmy zmniejszać dawki leków. niby się cieszę, ale się też boję, jak to będzie, jak na to zareaguję. póki co mam wrażenie, że chyba za dużo rzeczy mi się nawarstwiło w życiu, bo jakoś częściej skubię skórki przy paznokciach. dlatego cieszę się, że jadę na ten urlop, wyłączę na chwilę głowę.

ostatnio spotify podrzuciło mi cudny kawałek, który tak bardzo skojarzył mi się z M. postanowiłam więc wysłać mu go w mailu. niestety (?) mail odbił się. podany adres nie istnieje. smutno mi się jakoś zrobiło. pewnie numer tez zlikwidował, ale nie mam odwagi zadzwonić. zresztą, chyba nie ma sensu. I. powiedziała mi na to, że widocznie to taki znak, że skoro mail wrócił, nie istnieje to M. tak jakby też już nie istnieje i powinnam zamknąć ten rozdział. całe szczęście M. nauczył mnie zachowywać o sobie tylko dobre wspomnienia.

dużo się zmieniło. choćby zewnętrznie. dobrze się czuję z tatuażem, z krótkimi włosami. niedobrze ze swoim ciałem, ale chyba mam już na to pomysł, bo to najwyraźniej nie tylko kwestia ciała.

bycie samej jest wygodne. komfort stanowi zasypianie bez tęsknoty za kimś, bez natrętnych o kimś myśli. tęsknie za byciem, za obecnością, dotykiem, bliskością. ale nie wydaje mi się, żebym prędko zaspokoiła te tęsknotę.

od kilkunastu dni nie umiem uspokoić drżenia w środku. może to leki, a może to słowa, które się we mnie nazbierały i domagają się wypuszczenia na zewnątrz.

nie wiem, w jaką stronę zmierzam, ale mam nadzieję, że w taką jak Podsiadło, którego od kilku dni nie mogę wyrzucić z głowy.

słuchając tego kawałka mimowolnie się uśmiecham.

Dawid Podsiadło – Bela

 

Reklamy

nowe

trochę mi dziwnie czytając to wszystko. ostatnie słowa pisane tutaj są takie inne od teraz. wcześniejsze wpisy są mi jakieś odległe. niby siebie w tym odnajduję, widzę, ale ciężko mi się rozpoznać.
przebyłam długą i trudną drogę. najczęściej dostrzegam to w innych. udało mi się przebyć tę drogę w stosunkowo krótkim czasie, którego upływu jakoś nie czułam, działo się samo.
na początku roku w podsumowaniu napisałam, że w 2015 chciałabym być dla siebie lepsza, zadbać o siebie. o związek z samą sobą. nie miałam pojęcia, że te słowa staną się jakby prorocze, że większość roku zajmie mi praca nad sobą.
patrzę wstecz. w te posty, w słowa zapisywane gdzieś w nagłej potrzebie. cieszę się, że już jestem w innym miejscu. że nie wróciłam do siebie, ale stałam się na nowo. poniekąd kimś innym. ciągle się staje. lepszą  dla siebie. bardziej wyrozumiałą. czulszą. umiejącą się samej pogłaskać, dać prawo do słabości, błędów, złych dni, gdy nie umiem zrobić nic.
i jestem z siebie dumna. z tego, że już nie traktuję tak surowo tej dziewczynki we mnie, że potrafię jej położyć dłoń na ramieniu, przytulić, pogłaskać, wybaczyć niedoskonałość.
Tak. Idzie ku dobremu. Oby.


zostań

wyszepcz mi to w kark.